Jesienny wieczór w zalanym mrokiem parku. Uwielbiam takie zimne, deszczowe wieczory. Uwielbiam wychodzić na miasto, zwiedzać lokalne bary, podglądać nieznanych mi ludzi i snuć się po ulicach sennego miasta. Tamtego wieczoru moje pierwsze kroki skierowałem do miejscowego „Oregonu”, gdzie podawali znakomitą kawę i jeszcze lepsze drinki. Z nudów usiadłem przy tzw. maszynie. Pochłonąłem się na kilka krótkich chwil, a jednoręki bandyta zdążył skusić mnie już na zbyt sumę. Wprawdzie oddał mi ją z nawiązką, ale wolałem być ostrożny, bo bardzo łatwo na fali dobrego dnia dać się ponieść i przyjść do mieszkania z wybrakowanym portfelem. Raczej ciekawszą inwestycją były zakłady jakie proponowali Bukmacherzy. – Czemu narzekam? – zapytałem sam siebie, przecież zwyciężyłem trochę kasy i ten wieczór mogę spędzić nie zerkając co chwila w portfel.
Siedziałem, przeglądając gazetę: „Promocje bukmacherskie”, „praca od zaraz”, „gwarantowana gotówka od ręki”…Bardzo wiele możliwości dają nam jak na jeden numer. Muszę przyznać, że te wszystkie wyjątkowe możliwości raczej najcześciej mnie zdobywały. Nie żebym był jakoś specjalnie naiwny, ale normalnie wierzyłem w swoje szczęście i kilka razy udowodniłem, że moja wiara nie jest bez sensu. Te wszystkie ogłoszenia jakie bukmacherzy mi wciskali to nie było żadne oszustwo. Wiem o czym prawię, bo parę razy udało mi się wygrać. Ba! Promocje bukmacherskie jeszcze mi te wygrane potęgowały! Mimo, że miałem świadomość, że mam szczęście to nie miałem jakiegoś dziwnego ciśnienia aby grać. Ot, dla relaksu czasami lubiłem przetestować swoje przeczucia i zmierzyć się z bukmacherem
Właśnie siedzę w „Oregonie” i mam przeczucie, że chyba nadchodzi kolejne wyzwanie. Jednoręki bandyta znowu spogląda kusząco, raczej podejmę rękawice.