Współczuję facetom, którzy mają zamiar się ożenić. Już ignoruję fakt tego, jak to ułoży się po weselu – znajomi pójdą w odstawkę, zacznie się marnowanie wszystkich wieczorów w mieszkaniu, a jeśli już jakieś wyjście to tylko do kina na nieśmieszną komedię albo do restauracji. Oczywiście takiej, którą tylko ona ceni. Niemniej z dotychczasowych moich doświadczeń konkludują tego typu spostrzeżenia. Podstawowy wniosek jest taki, że po weselu to żona zaczyna rządzić, a facet staje się uległy.
A więc współczuję im nie tylko z wcześniej napisanych powodów, ale także z powodu tego, co ma miejsce przed ślubem, z powodu całych tych przygotowań do ślubu. Te liczne decyzje o ilości ludzi, dopasowania terminów, sal weselnych… Jeśli już ktoś chce ślubu, to powinno być ono dla nowożeńców, a nie dla zaproszonych. W końcu to ich noc. Do tego jeszcze podejmowanie decyzji czy wziąć grający na żywo zespół muzyczny Kraków, a może jednak pokusić się, aby gości weselnych zabawiał dj na wesele… I grających trzeba rezerwować niekiedy nawet trzy lata do przodu! Masakra jakaś!
Na szczęście mnie ten kłopot nie dotyczy. Wędruję własnymi drogami, trwonię kasę na promocje bukmacherskie, nikomu nie muszę się z niczego usprawiedliwiać i jestem z tej racji przeogromnie szczęśliwy. Być może kiedyś mi się to odmieni, być może dużo po trzydziestce złapie mnie potrzeba założenia rodziny, ustatkowania się… Jednakże na razie czerpię z życia pełnymi garściami, czuję się wolny i współczuję moim przyjaciołom, którzy zostali stłamszeni przez te przeklęte małżeństwa.
Komentarze